Weekend w Rzymie bez ubrań – moja przygoda ze zgubionym bagażem
Miałam 48 godzin na zwiedzenie Wiecznego Miasta. Walizka miała inne plany.
Piątkowy wieczór. Lot Warszawa-Rzym ląduje z 20-minutowym opóźnieniem, ale jestem w dobrym humorze. Przecież to Rzym! Koloseum, Fontanna di Trevi, pasta carbonara... Lista atrakcji jest długa, weekend krótki, więc każda minuta się liczy.
Staję przy taśmie bagażowej numer 4. Ludzie jeden po drugim odbierają swoje walizki. Czerwona. Czarna. Kolejna czarna. Niebieska w kwiatki. Moja nie nadchodzi. Taśma zwalnia. Zostaje kilka osób. Patrzymy na siebie pytająco. Nasza cisza mówi wszystko: "Twoja też nie przyjechała?"
Pierwszy szok: "We'll find it"
Lotnisko Fiumicino o 22:00. Biuro obsługi pasażerów wygląda jak punkt medyczny po katastrofie. Kolejka. Zmęczeni ludzie. Dziecko płacze. Ktoś gestykuluje w pięciu językach jednocześnie. Ja trzymam w ręku kartę pokładową i numer bagażowy, jakby to miało wszystko zmienić.
Pani za kontuarem uśmiecha się uspokajająco: "Don't worry, madam. We'll find it. Probably in Warsaw or maybe Munich. Tomorrow morning you'll have it."
Tomorrow morning. A ja mam rezerwację w restauracji za Trastevere za półtorej godziny i zero ubrań poza tymi, w których stoję. Sportowe buty, dżinsy i bluza. Plan był taki: elegancka kolacja, sobotnie zwiedzanie, niedzielny brunch przed lotem powrotnym. Bagaż miał sukienkę, szpilki, kosmetyki, ładowarkę...
48 godzin improwizacji
Sobotni poranek. Żadnej wiadomości o walizce. Dzwonię na infolinię. "Your luggage is located. We are processing delivery." Kiedy? "We cannot confirm exact time, madam."
Więc idę na zakupy. Mała uliczka niedaleko Piazza Navona. Kupuję: t-shirt (15 euro), bieliznę (20 euro), podstawowe kosmetyki w Supermarkecie (30 euro), szczoteczkę do zębów (3 euro). Razem 68 euro na rzeczy, których normalnie bym nie potrzebowała.
💡 Praktyczna rada:
Zawsze miej w bagażu podręcznym: zmianę bielizny, podstawowe kosmetyki i ładowarkę. Ten mini-zestaw przetrwania uratuje ci nerwy, gdy walizka postanowi zwiedzać świat na własną rękę.
Niedziela: walizka wraca, ja odlatuję
Niedziela, 11:00. Dzwonek do drzwi hotelu. Kurier z bagażem. Moja walizka faktycznie poleciała przez Monachium i spędziła tam weekend, podobnie jak ja w Rzymie – tyle że ona bez zwiedzania.
Odbieram ją trzy godziny przed wylotem. Nie mam czasu nawet otworzyć. Lecę na lotnisko, odprawiam walizkę ponownie (tym razem trafia na czas) i w samolocie myślę: "To była przygoda."
Co z kosztami?
Miesiąc później przypominam sobie o tych 68 euro wydanych na zastępcze zakupy. Sprawdzam online: okazuje się, że linie lotnicze muszą zwrócić "rozsądne wydatki" poniesione przez pasażera, gdy bagaż jest opóźniony.
Konwencja montrealska, rozporządzenia UE – brzmi poważnie, ale w praktyce chodzi o to, że jeśli linie zgubią twój bagaż, mogą być zobowiązane pokryć koszty niezbędnych zakupów (odzież, kosmetyki, leki).
Zgubiony bagaż? To nie koniec świata
Ale to dodatkowy koszt i stres. Sprawdź, czy należy ci się rekompensata za zakupy zastępcze i opóźniony bagaż.
Lekcje z Rzymu
Czy weekend bez walizki zepsuł mi wyjazd? Trochę tak. Ale też nauczył mnie ważnej rzeczy: linie lotnicze to nie abstrakcyjne korporacje. To firmy świadczące usługę, za którą płacisz. I jeśli coś nie działa (opóźnienie, zgubiony bagaż, odwołany lot), masz prawo domagać się rekompensaty.
Moja rzymska przygoda kosztowała mnie 68 euro i kawałek nerwów. Ale przynajmniej teraz wiem, że następnym razem nie będę się tylko denerwować – będę wiedział, co mogę zrobić.
PS: Carbonara w Trastevere była wyśmienita. I jakoś nikt nie zwrócił uwagi, że miałam na sobie sportowe buty zamiast szpilek. Rzym ma to do siebie, że wszystko wybacza.